Bardzo lubię opisywać te nasze wyprawy, bo często wracam do opisów, żeby sobie odświeżyć chronologię zwiedzanych przez nas miejsc. 

Po zeszłorocznych kilometrach rowerem mieliśmy plan na wycieczkę od miejsca, w którym poprzednia się zakończyła, czyli od Ustki.

Zeszłoroczna eskapada rowerowa – Wycieczka rowerowa od granicy w Świnoujściu do Ustki.

wycieczka PUCK TCZEW na rowerach start

Puck – ulewa i nocleg w pokoju hotelowym

Problemy z biletami na pociąg i zbyt mało dni na wyprawę wpłynęły na zmianę planów. Pojechaliśmy pociągiem do Pucka, a tam ulewa, jakiejś świat nie widział. Zalane pola kempingowe. Wszystko pływało. Przejechaliśmy kilometr od dworca do miejsca, w którym planowaliśmy rozbić namiot, ale wylądowaliśmy cali mokrzy w pobliskim hotelu Polonia. Następnego dnia się wypogodziło i ruszyliśmy w stronę trójmiasta zahaczając o Cypel Rewski. Minęliśmy Gdynię i wylądowaliśmy w Sopocie.

Puck – Sopot, szlakiem Mennonitów

Podczas wycieczki przejeżdżaliśmy przez tereny, które częściowo stanowił szlak Mennonitów (to rowerowy szlak rowerowy turystyczny o długości 170 km, biegnący przez Żuławy), co zapewniło atrakcje na trasie i ciekawe punkty, przy których się zatrzymywaliśmy na doładowanie energii.

szlakiem menonnitów na rowerach przerwa niedaleko Pucka niezwykle miejsce mennonici szlak kosciol zulawy na rowerach

Wpakowaliśmy się też w niezłe błotko i ogromne kałuże po ulewach – zmoczyliśmy kompletnie buty, ale o dziwo wyschły do wieczora podczas całodniowego pedałowania 🙂

kałuże po ogromnej ulewie

Sopotu też dawno nie widziałam. Główne molo; ogrom stoisk z bursztynami; odnowione, reprezentatywne budynki przy molo – wszystko piękne. Jechaliśmy i podziwialiśmy.

wycieczka rowerowa przez sopot

Przenocowaliśmy na kempingu Park45 w Sopocie. 

Krótki opis tego mało kempingowego kempingu po kliknięciu w to: kemping w Sopocie o nazwie Park45.

Sopot – Gdańsk Stogi

Po pobycie w Sopocie odetchnęłam z ulgą, dlatego, że wyjaśniło się kilka zmartwień związanych z pobytem naszych dzieci na obozach, które trochę nade mną wisiały podczas tej wycieczki. Wesoła i niejęcząca już Bartkowi ochoczo ruszyłam w stronę Gdańska. 

Wjechaliśmy na targi Dominikańskie. Wstępnie mieliśmy najpierw rozbić się na kolejnym kempingu i wrócić na targ bez rowerów, ale jak już mijaliśmy te wszystkie cuda na stoiskach (bo rynek był po drodze), to ciężko było się od nich oderwać i tak jakoś wyszło, że pobyt w rynku Gdańska zaliczyliśmy z rowerami.

rowerami na targu dominikanskim reczne wyroby targ dominikanski 2025 targi dominikanskie

Po targu kręciliśmy się wiele godzin. Ostatni raz byłam na nim jako dziecko. Ogrom stoisk, organizacja, bogactwo wyrobów, niecodzienne potrawy – wszystko to zrobiło teraz niesamowite wrażenie. I, o dziwo, nie było tak ciężko poruszać się po tych targach obwieszonymi rowerami. Powoli spacerowaliśmy od budki do budki. Gorzej, że, ograniczeni wielkością sakw, nie mogliśmy kupić sobie większych przedmiotów. Odbyliśmy długaśny spacer z rowerami, nabyliśmy kilka drobniejszych, ręcznych wyrobów i rzadszych przypraw, pojedliśmy, odbyliśmy wiele ciekawych rozmów z wystawcami i bardzo miło wspominamy te godziny.

Drugi nocleg w namiocie, a trzeci tej wyprawy padł na Camping Stogi nr 218. Opis tego miejsca znajdziecie klikając w to-> Camping Stogi nr 218 w Gdańsku

camping Stogi nr 218

Gdańsk – Tczew

Następne czterdzieści parę kilometrów przeniosło nas do hotelu w Tczewie przy niesamowitym Moście Tczewskim. Następnego dnia mieliśmy stąd pociąg powrotny.

most tczewski kolejowy  

Tegoroczna wyprawa była krótsza (tylko 4 noclegi). Dwa z nich w pokojach zamiast namiotu. Raz z powodu monstrualnej ulewy, drugi raz zgodnie z planem, choć nie w tym hotelu, w którym była rezerwacja. Okazało się, że ten wybrany wcześniej hotel zapomniał nas poinformować, że odbywa się w nim gruba potańcówka 🙂  Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, bo spędziliśmy wieczór i nocleg w hotelu z pięknym widokiem na ten niezwykły most ze zdjęcia, w luksusowych warunkach (trochę drożej oczywiście wyszło). Spędziliśmy wieczór w hotelowej restauracji o bardzo odpowiadającej nam atmosferze. Obsługa upchała nasze rowery w jakiejś kotłowni. Byliśmy wdzięczni, że tak je mogliśmy schować i zamknąć na klucz na noc.

rowery w kotłowni hotelowej

Ponadto podczas wycieczki zjedliśmy dwie albo trzy pyszne zupy rybne i poznaliśmy w pociągu rowerzystkę, która przemierza Polskę rowerem samotnie i miała nam dużo ciekawego do opowiedzenia. Wycieczka okazała się udanym doświadczeniem z wieloma nieprzewidzianymi sytuacjami. Nie wypedałowaliśmy zbyt wielu kilometrów, bo około 140 km, ale zawsze coś tam się w łydkach ujędrniło 🙂

ostatnie kilometry rowerami

Ostatnie kilometry rowerami po wałach w Tczewie wcinając orzechy z targu dominikańskiego.

Pozdrawiamy!


0 komentarzy

Dodaj komentarz

Avatar placeholder

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *