Stało się! Wyjechaliśmy pierwszy raz z przyczepą kempingową. Zapraszam do przeczytania wpisu niewątpliwie pełnego emocji: pierwsze wrażenia, stresy, wnioski. Pierwszy wyjazd z przyczepą kempingową to wiele nowych doświadczeń na raz!

Pierwszy wyjazd z przyczepą kempingową – wrażenia.

Odrobinę skłamałam, bo tak naprawdę Bartek już kręcił się z przyczepą tu i tam, żeby poćwiczyć samą jazdę tym zestawem. Ale pierwszy raz pojechaliśmy wszyscy razem na noc, a nawet dwie noce – tacy jesteśmy odważni 🙂

Podzielę sobie moje wnioski na kilka mini działów.

1. Pakowanie przyczepy kempingowej.

Pakowaliśmy się spokojnie, co najmniej kilka dni. Sprzątaliśmy i wietrzyliśmy przyczepę bez pośpiechu. Musieliśmy dodatkowo dokupić kilka linek mocujących, żeby na przykład krzesła kempingowe nie latały po niej podczas jazdy.

Wiedząc, że sezon przed nami, pokupowałam kilka rzeczy specjalnie z myślą o wycieczkach i „na stałe” poukładałam w przyczepie (kosmetyki, chusteczki, płyn do naczyń,…).

Tak to wyglądało przed zakupem przyczepy

Wszelkie manatki typu: worki na śmieci, płyn i gąbka do naczyń, chusteczki, miseczki, kartki itp., zazwyczaj poupychane były w aucie w każdą wolną przestrzeń. Głównie pod moimi nogami.

Przed przygodą z kempingowaniem pakowałam te drobiazgi zazwyczaj najdłużej  i najwięcej musiałam się nad nimi zastanawiać. Układałam w torbach, woreczkach i pojemnikach w wybranym miejscu w domu. Wzbudzały zazwyczaj niemałe zainteresowanie małolatów, którzy zaaferowani zbliżającym się wyjazdem chętnie je wyciągali, żeby pozadawać nam milion pięćset pytań o każdy drobiazg. Pilnowałam, robiłam listy, a i tak na miejscu okazywało się, że albo o czymś zapomniałam, albo jednak udało się któremuś coś wyjąć pod moją nieuwagę. Koniec świata!

A tak wygląda to teraz…

Przed wyjazdem przespacerowałam się kilka razy do przyczepy i poukładałam w niej wszystko na swoje miejsca, następnie wykorzystałam drobiazgi na wyjeździe i teraz będzie bomba…………………………. nie musiałam rozpakowywać po powrocie!!!

I uwaga bomba numer dwa………………….nie muszę ich pakować na kolejny wyjazd, bo już są spakowane!

Dla mnie to jest absolutna przewaga przyczepy kempingowej nad całą resztą rozwiązań 🙂 Uwielbiam ją za to! 

Pierwszy wyjazd z przyczepą kempingową i pierwszy raz nie mieliśmy toreb i walizek po sam sufit w bagażniku. Pierwszy raz nie musieliśmy przerabiać przedwyjazdowego noszenia do auta miliona rzeczy, które na pierwszy rzut oka nie zmieściłyby się nawet do dwóch samochodów. Rewelacja!

2. Pierwszy wyjazd z przyczepą kempingową. Wrażenia z jazdy.

Jazda z zaczepioną przyczepą kempingową to było ciągłe zaglądanie w dodatkowe lusterka boczne. Generalnie jechaliśmy bardzo powoli, ostrożnie, zachowawczo. Prawdopodobnie za dużo myśleliśmy o tym, jak tu zjechać, aby nas mógł wyprzedzić sznurek aut za nami 🙂 Trzeba było się pilnować, aby odruchowo nie zbliżać się do prawej strony.

Generalnie ciężko powiedzieć, żeby pierwszy wyjazd z przyczepą kempingową był pod tym względem przyjemnością. Była to mieszanka stresu, dużej dawki nowych doświadczeń na drodze, odrobiny presji i garści radochy. Trasa była dość krótka i ta myśl była najprzyjemniejsza 🙂 Najważniejsze, że dotarliśmy bez szwanku i co więcej – nie zgubiliśmy po drodze przyczepy! A w drodze powrotnej byliśmy już spokojniejsi, choć wcale nie mniej ostrożni. Pierwsze koty za płoty!

3. Rozbijanie obozu na polu kempingowym.

Podjechaliśmy przyczepą na wybrane na polu miejsce. Dzieci wyskoczyły z auta i zaraz znalazły sobie zajęcie. A my rozpakowywaliśmy i rozkładaliśmy nasze gadżety kempingowe. 

Myślę, że niektórzy mogą się tą częścią zniechęcać do kempingowania. Dla nas jest to zwyczajnie przyjemne. Bez pośpiechu, na świeżym powietrzu wyciągamy po kolei nasze udogodnienia. Z każdym kolejnym nasza przestrzeń robi się coraz bardziej funkcjonalna. No piękne to jest!

4. Czas na kempingu.

Nie będę pisała o atrakcjach i pomysłach na spędzenie czasu. Każdy ma swoje ulubione zajęcia. Nic nadzwyczajnego w tej kwestii nie mam do opowiedzenia. Pokręciliśmy się, poobijaliśmy. Dzieci się wyszalały. Moja krótka opowieść o czasie na kempingu skupia się dziś wokół samej przyczepy.

Na pierwszym wyjeździe z przyczepą kempingową skupialiśmy się po prostu na niej samej. Poznawaliśmy się z nią:

  • wciąż nas zastanawiało ile mamy jeszcze wody w zbiorniku
  • albo ile już jest wody zużytej w zbiorniku pod przyczepą
  • ile gazu zużyliśmy przez jedną noc grzania
  • co tak buczy
  • kiedy lodówka się odpowiednio ochłodzi
  • jak rozprowadzić ciepło po przyczepie
  • itp.

Na pewno, już od pierwszego wyjazdu, zdążyliśmy się do niej przywiązać.

5. Nasze potrzeby wcale nie są takie duże!

To co mnie pozytywnie uderzyło, to fakt, że takie kempingowanie ma dużo wspólnego z minimalizmem, który lubię. Pomyślałam sobie na wyjeździe, że taki sposób spędzania czasu nawiązuje w wielu sytuacjach do pierwotnych potrzeb i zachowań.

Przykłady, które przypominają mi się po pierwszym wyjeździe z przyczepą kempingową:

  1. po pierwsze każde odkręcenie wody w kranie jest zawsze dobrze przemyślane
  2. nie ma jak wyprać ubrań i z tego powodu nie przesadza się z przebieraniem, jak to często ma miejsce w życiu codziennym
  3. zorganizowanie ciepłego posiłku zajmuje sporo czasu i angażuje wszystkich domowników przyczepy 🙂
  4. chwilowe ochłodzenie nie powoduje, że mama Kasia od razu ubiera dzieci w bluzy, bo non stop są w ruchu i im ciepło
  5. kolejne odkrycie jest takie, że szybko się przyzwyczajamy do niższych temperatur, zwłaszcza jeśli dużo czasu spędza się na dworze
  6. prysznic/kąpiel to sprawa ważna, ale wystarczy sprawne opłukanie się w kilku litrach wody i czterech kroplach żelu, zamiast wylegiwania się w gorącej kąpieli w pianie

W codziennym życiu, w luksusach, jakim jest wanna, szafa pełna ubrań, pralka itp., łatwo zapomnieć o tym, że nasze potrzeby wcale nie są takie duże.

W tym miejscu przypomniało mi się jeszcze, jak nieustannie, w trackie pierwszego kempingowania, zaskakiwały mnie rozwiązania zastosowane w przyczepie.

To niewątpliwie mój najbardziej ergonomiczny i przemyślany dom ever!

A Wam z czym kojarzy się przyczepa?

Wcześniej, kiedy tylko słyszałam: przyczepa kempingowa, od razu przed oczami miałam cyrk i życie w ciągłej drodze. Prawdę mówiąc, jak wracam myślami jakieś 10 lat wstecz, to muszę się przyznać, że oznaczała dla mnie coś w rodzaju wakacji dla niemajętnych. Przecież jak można wypocząć na kilku metrach kwadratowych?

Dziś przyczepa kempingowa oznacza dla mnie coś zupełnie odwrotnego, wręcz luksusowego. Mamy w niej wszystko, co może być potrzebne. Śpimy u siebie, jesteśmy niezależni, a wygód i udogodnień jest chyba, aż za nadto 🙂

Przyczepowanie hartuje ducha

Podsumowując – myślę, że kempingowanie to znakomity krok w stronę hartowania ducha, hartowania dzieci, w stronę ekologii. Uczy otwartości na innych ludzi, uświadamia prawdziwe potrzeby i poprawia cerę 🙂

Nam się bardzo spodobało. Zresztą, co tu dużo mówić – spodziewaliśmy się tego 🙂 Przed zakupem przyczepy nie było końca rozmów o tym, jakie wczasy i jakie rodzaje wyjazdów byłyby odpowiedzią na nasze wspólne potrzeby i potrzeby każdego z osobna. Szczegółowa analiza przyniosła oczekiwany rezultat!

Bardzo jestem ciekawa Waszych wrażeń związanych z pierwszymi doświadczeniami w przyczepach, tudzież w kamperach. Podzielcie się nimi w komentarzach! Nie znamy wielu kempingujących, dlatego chętnie poznamy wnioski i opinie innych. Może wspólnie wpłyniemy na zmianę ogólnego przeświadczenia, że nie może być lepiej, niż w hotelu 🙂


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *